(fragmenty)
(...)
1.
Nurtów mijania nie zatrzymasz. Jest ich
wiele,
biegną wokół, tworzą pole, w którym przemijasz sam,
pogodzony, bo jednak coś wzbiera,
bo rośnie wokoło świat.
I
we mnie
coś zostaje z dziedzictwa i coś z zapowiedzi:
nurt mijania jest też nurtem wzbierania.
Tych nurtów nie
wytrzymasz do końca,
pójdą dalej - sam opadniesz poniżej, to
wiesz
na pewno
i w proch się obrócisz, to wiesz
na
pewno -
istniejesz stale ku śmierci, istniejąc wciąż ku
przyszłości,
ona stale wstępuje w twój nurt.
(...)
2.
Mysterium paschale -
tajemnica Przejścia,
w
której
jest odwrócony porządek mijania,
gdyż przemija się od
życia ku śmierci -
takie jest doświadczenie i oczywistość
taka.
Przechodzenie poprzez śmierć ku życiu
jest
tajemnicą.
(...)
1.
(...)
Ulicami przechodnie w krótkich
bluzach, z włosami, które spadają na kark,
przecinają
ostrzem swoich kroków
przestrzeń wielkiej tajemnicy,
jaka
rozciąga się w każdym z nich między śmiercią własną
i nadzieją:
przestrzeń biegnącą w górę jak głaz
słonecznej plamy
odwalony od drzwi grobowych.
2.
W przestrzeni tej, w najpełniejszym świata
wymiarze,
JESTEŚ
i wtedy ja mam sens i moje w grób
opadanie
i przechodzenie w śmierć -
a rozpad, który mnie
czyni prochem niepowtarzalnych atomów,
jest cząstką Twojej
Paschy.
(...)
4.
Śmierć jest jednak doświadczeniem kresu
i ma
w sobie coś z unicestwienia -
nadzieją odrywam moje
„ja”, muszę oderwać,
aby stanąć nad
unicestwieniem...
a wtedy zewsząd wołają i nadal wołać
będą:
„szalejesz, Pawle, szalejesz!”
- oto zmagam
się z sobą samym
i zmagam się z tylu ludźmi o mą
nadzieję -
mej nadziei nie potwierdza we mnie
żadne złoże
własnej tylko pamięci,
nadziei w zwierciadle mijania nie
odtwarza nic,
tylko Twoje Przejście paschalne
zespolone
z zapisem najgłębszym mego bytu.
5.
I tak jestem wpisany w Ciebie nadzieją,
poza
Tobą istnieć nie mogę -
jeśli własne me „ja” stawiam
ponad śmiercią
i wydzieram z gruntu zniszczenia,
to
dlatego,
że wpisane jest w Ciebie
jak w Ciało,
które
swoją wypełnia moc nad każdym ludzkim ciałem,
by zbudować na nowo
me „ja” podjęte na gruncie mej śmierci
konturem tak
bardzo odmiennym a przecież najwierniejszym,
w którym ciało
mej duszy i dusza ciała zespala się na nowo,
by swój byt -
dotąd oparty o ziemię - ostatecznie oprzeć o Słowo
i
zapomnieć wszelkiego bólu jak serce uderzone nagłym Wichrem,
którego
nie udźwignie żaden na ziemi człowiek
- a lasy pękają w konarach
lub nisko u korzeni.
Ten Wicher pchnięty Twą dłonią staje
się oto Milczeniem.
[1975]
(Karol Wojtyła, „Poezje i dramaty”, wyd. II, Kraków 1986)
WIĘŹ 2005 nr 5-6